piątek, 31 maja 2013

Chapter 2

*Matt*
Siedziałem na lekcji, próbując się na niej skupić. Nic z tego, moją uwagę zajmował intrygujący zapach, dochodzący od dziewczyny siedzącej dwa miejsca przede mną. Za nią siedziała Lena, jedyna dziewczyna w sforze. Warknąłem cicho na nią i podałem do ręki karteczkę na której było zapisane pytanie jak ma na imię ta dziewczyna przed nią. Jedno wiedziałem ; nie była człowiekiem. Jej zapach sugerował coś innego, jak...wampira. Coś pacnęło mnie w czoło. Spojrzałem na blat ławki i zobaczyłem kartkę. Lena musiała ją odrzucić gdy rozmyślgałem. Szybko, drżącymi palcami, rozuwinąłem papier. Było tam napisane jedno słowo.
-----------
Victoria.  |
                |
                |
                |
-----------
Uśmiechnąłem się do siebie i schowałem kartkę do kieszeni. Potem skupiłem się, choć z trudem, na lekcji.
/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\
Po (błogosławionym) dźwięku dzwonka, który ogłaszał koniec szkoły na dziś, zerwałem się z krzesła, wrzuciłem rzeczy do plecaka i wyszedłem z klasy. Oparłem się o murek, czekając na kogoś. Gdy tylko zobaczyłem, że Victoria wychodzi ze szkoły, zastąpiłem jej drogę. Spojrzała na mnie niechętnie i wymusiła na twarzy uśmiech.
- Słucham - powiedziała. Byłem zdenerwowany. I to bardzo.
- J-Jestem Matt a ty? - przywitałem się grzecznie, choć wolałbym się zapaść pod ziemię. Dziewczyna, słysząc to, spojrzała na mnie zaskoczona.
- Victoria. Victoria Johnson - odpowiedziała. Uśmiechnąłem się delikatnie.
- Miło cię poznać. Masz jakieś plany na jutro? Znaczy, po szkole - spytałem szybko. Victoria przechyliła głowę, zastanawiając się. Po chwili ją wyprostowała.
- Nie. A czemu pytasz? - w jej głosie po raz pierwszy zabrzmiały jakieś emocje a była to ciekawość. Potarłem nerwowo ręką szyję.
- B-Bo zastanawiałem się.... Czynieposzłabyśzemnądoparku? - wyplułem z siebie pytanie nim zdążyłem je uporządkować. Victoria uśmiechnęła się, słysząc ten słowotok.
- Słucham? I proszę wolniej - powiedziała, przyglądając mi się. Westchnąłem w duchu.
- C-Czy nie poszłabyś... Ze mną do parku? - ponowiłem pytanie, tym razem starając się wymówić je jak najwyraźniej. Victoria uśmiechnęła się szerzej.

 

- Pewnie! To po zajęciach? - spytała dla pewności. Pokiwałem głową, nie wierząc że się zgodziła.
- To do zobaczenia, Victoria! - krzyknąłem, odbiegając. 
- Do zobaczenia! - odkrzyknęła. Po 15 minutach byłem już w domu. Rzuciłem tylko plecak na sofę i wybiegłem, nie zapominając zamknąć drzwi. Pobiegłem do lasu i tam dopiero zamieniłem się w wilka. Potrząsnąłem głową i pobiegłem szybko na zebranie sfory. Dziwnie się czułem, będąc znowu wilkiem. Miałem tak za każdym razem. Gdy byłem już na polanie gdzie odbywało się zebranie, zająłem moje miejsce.
James'a jeszcze nie ma? - zadałem pytanie w myślach. 
Nie. Nie wiemy co się z nim dzieje. - odpowiedział któryś wilk, chyba Lena. Po chwili na polanę wszedł James. Przybierał on postać wielkiego, czarnego wilka. Chyba był czymś zdenerwowany. Po jakiejś minucie krążenia w kółko, podszedł do mnie. Warknął. Zrozumiałem i wyszedłem na środek. Byłem teraz z nim oko w oko. James zaczął chodzić nerwowo przede mną. Nie wiedziałem o co biega.
Jak mogłeś?! Czy ty zdajesz sobie sprawę, co zrobiłeś?! - prawie krzyknął na mnie. Skuliłem uszy.
James, naprawdę, nie wiem o co ci chodzi! - zacząłem się bronić. James tylko warknął głośniej.
Ty właśnie zaprosiłeś WAMPIRZYCĘ do parku!! - teraz to już krzyknął. Warknąłem krótko i machnąłem ogonem.
No i co z tego?! Przecież to nie przestępstwo!! - też już krzyczałem. James stanął tuż przede mną.
Wilkołaki i wampiry to odwieczni wrogowie! A co jak ci coś zrobi?! Pomyślałeś o tym?! - powiedział, już spokojniej. Zjeżyłem sierść na karku i pogrzebałem łapą w ziemi. 
Taa, już to widzę! Słuchaj, wiem że masz jakiś uraz do wampirów, ale ja nie! I poza tym mam prawo robić co mi się podoba! - byłem już spokojny, gdy to mówiłem. Potem odwróciłem się, chcąc odejść. Byłem już u krańca polany.
Dobra. Ale jak ona ci coś zrobi, nie przybiegaj do mnie. Żebym nie musiał powiedzieć "A nie mówiłem?" - oznajmił James. Gniewnie tylko krótko szczeknąłem i odbiegłem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz